„Życie zero waste” – jak wpłynęła na mnie książka Kasi Wągrowskiej

„Życie zero waste” – jak wpłynęła na mnie książka Kasi Wągrowskiej

„Życie zero waste” zdecydowanie wymaga osobnego wpisu. Zauważyliście na pewno, że lekturom, które szczególnie zapadły mi w sercu poświęcam więcej miejsca na blogu. Tak musi być i w tym przypadku.

To pierwsza książka w temacie życia bez śmieci, jaką miałam przyjemność przeczytać. Autorką jest Kasia Wągrowska, właścicielka bloga Ograniczam Się. Muszę przyznać, że wcześniej strona Kasi przeleciała mi niejeden raz przed oczami, ale nigdy nie brnęłam za bardzo w jej treść. Teraz wiem jakim to było błędem.

 

Już od pierwszych stron autorka bombarduje ciekawostkami na temat odpadów, które dosłownie wbijają w fotel. Nie miałam pojęcia, że jedno z największych wysypisk w Polsce zajmuje aż 20 hektarów i ma wysokość 112 metrów. Ani o tym, że proces przywracania terenów powysypiskowych naturze trwa około 30 lat. Nie byłam świadoma tego, że istnieje tak zwana Wielka Pacyficzna Wyspa Odpadów dryfująca po Oceanie Spokojnym, która składa się z ton śmieci – takich wysp jest niestety więcej 🙁

To co mnie najbardziej zabolało, to fakt, że przeciętny Polak generuje 319-486 kg odpadów rocznie, a pielucha jednorazowa rozkłada się ponad 500 lat. Takie informacje sprawiły, że postanowiłam zagłębić się bardziej w książkę i szukać dzięki niej sposobów na zmianę tej strasznej rzeczywistości.

 

Co znalazłam w książce?

 

Atutem tej publikacji są bez wątpienia wywiady z bohaterami zero waste. Dzięki nim widzę problem i rozwiązania z perspektywy kilku osób, a nie jedynie samej autorki. Każda z tych osób opowiada jak radzi sobie w dzisiejszym świecie z ograniczaniem odpadów. Właśnie poprzez te wywiady poznałam blogi oraz grupy dyskusyjne na facebooku, które są idealne dla mnie oraz dla osób takich jak ja – które zaczęły swoją drogę walki z odpadami i są gotowe na więcej wyzwań. Szczególnie polecam Kornelia Orwat, Na Nowo Śmieci, Zeroheroes, oraz grupę Zero Waste bez Spiny.

Ponadto znalazłam dużo podpowiedzi na to gdzie kupować bezodpadowo, co zabierać ze sobą na bezśmieciowe zakupy, jak nie marnować jedzenia, jak wykorzystywać resztki jedzenia np. realizując fajne i proste w wykonaniu przepisy Kasi.

Genialny w moim odczuciu rozdział to ten o produkowaniu kosmetyków na swój użytek. Prosty tonik pietruszkowy, delikatny puder matujący na bazie mąki ziemniaczanej, czy odżywka z oliwy z oliwek i miodu kuszą mnie najbardziej. Myślę, że gdy tylko wiosna do nas zawita w pełni, a ja zacznę mieć nareszcie więcej energii, zrobię przynajmniej te trzy kosmetyki. Do tego koniecznie wykonam samodzielnie mydło (już wcześniej chodziło mi to po głowie) i spróbuję używać orzechów piorących zamiast proszków do prania.

 

Co już robię?

 

Przede wszystkim zaczynam powoli, od łatwych rzeczy.

  • na zakupy zawsze zabieram swoje torby

  • ograniczam foliowe torebki, których wcześniej używałam dosłownie do wszystkiego

  • zwracam uwagę na opakowania produktów sklepach, nie kupię pora w opakowaniu foliowym czy soku w plastikowej butelce

  • ubieram się głównie w second handach

  • na spotkaniach w ogrodzie grillach, nie używam plastikowych talerzy, kubków ani sztućców

  • dla dzieci staram się kupować drewniane zabawki, gry planszowe oraz książki. Unikam plastikowych zabawek

  • w okresie letnim mam swoje warzywa, z których chętnie korzystamy, a jeśli nie dojadamy na bieżąco, wykonuję z nich mnóstwo przetworów na zimę

 

Co planuję zrobić w najbliższym czasie?

 

Na pewno chciałabym wykonać samodzielnie kilka kosmetyków, o których pisałam wyżej. Czytałam, są różne opinie na temat takich „samoróbek” ale zauważyłam, że więcej tych pozytywnych, więc spróbuję, tym bardziej, że przepisy Kasi są bardzo proste, często dwu-trzyskładnikowe.

Kompostownik to mój kolejny cel. Na spokojnie zacznę z nim przygodę, gdy już przeprowadzimy się do nowego domu. W mieszkaniu niestety sprawa jest dość utrudniona, a boję się że teraz gdy budowa domu w trakcie, będzie mi brakowało czasu na doglądanie i pilnowanie by nic się nie zepsuło.

 


 

Podsumowując, genialna lektura dla każdego. Przeczytałam ją raz i zostanie w mojej domowej biblioteczce, abym mogła do niej wracać, czytać kolejny raz i kolejny.

Czytaliście? Jakie macie wrażenia? 🙂

 



  • Czytam teraz podobną książkę „Pokochaj swój dom. Zero Waste Home, czyli jak pozbyć się śmieci‎”. Ogólnie myślę, że nie warto popadać ze skrajności w skrajność, ale faktycznie jest mnóstwo rzeczy, które nas nie kosztują, są proste, zwyczajne, a mogą wprowadzić wiele zmian.

    • Są osoby, które są mocno zmotywowane i naprawdę robią bardzo dużo w tym kierunku, przeorganizowały swoje życie pod życie zero waste. Mnie do tego daleko, ale uważam, że każdy nawet najmniejszy, najprostszy uczynek jest na wagę złota i zaczynając od małych kroków jesteśmy w stanie zdziałać naprawdę wiele.

  • Teraz już wiem, że muszę sięgnąć po tę książkę. Już teraz segreguję odpady, chodzę na zakupy z własną torbą i zwracam uwagę na opakowania, ale czuję, że mogłabym zrobić jeszcze więcej.

    • Właśnie miałam tak samo 🙂 Wiedziałam, że coś już robię w tym kierunku, ale to właśnie ta książka pokierowała mnie dalej

  • Za każdym razem, gdy trafiam na wpisy czy książki tego typu, czerwienieję ze wstydu myśląc o tym, ile ja generuję śmieci i jak słabo dbam o ekologię…ach, czas w końcu coś z tym zrobić!

  • Ja kilka dni temu zrobiłam pastę do zębów oraz dezodorant. O ile z pasty jestem baaaardo zadowolona (używam zamiennie ze sklepowa, z fluorem), to dezodorant, ekhm, nie bardzo zdaje egzamin 😛 Może to kwestia przyzwyczajenia ciała, nie wiem, jeszcze potestuję, ale tylko w wolne dni 😛